Na Niedobrych Literkach możecie przeczytać moje niepublikowane wcześniej opowiadanie "Byłem królem". Czyli o wzlotach i upadkach największej gwiazdy disco-polo.
Poza tym pojawiły się kolejne recenzje "Punktu wyjścia", a że są ich dziesiątki, prezentuję tylko wybrane:
Dosadny język powieści, tematyka oraz kilka bardzo mocnych scen może
powalić i zniechęcić co wrażliwszego czytelnika, jednak cała konstrukcja
książki (pomysł, postacie, zaskakujący zwrot akcji oraz świetny finał)
to majstersztyk współczesnej literatury polskiej. Kain wie jak pisać,
wie o czym pisać a przede wszystkim się nie boi i za to należą mu się
brawa. Rzeczywistość „Punktu wyjścia” boli jak cholera ale chce się do
niej wracać, co sam z pewnością uczynię... - pisze recenzent ze strony Ja Cthulhu.
Autor potrafi wspaniale operować kontrastami, szukać nowych
sensów w bałaganie, bawić się słowami, stawiać mowę okrutnie
potoczną obok natchnionych wersów. Nie tworzy przy tym całości
harmonijnej i wyważonej – wręcz przeciwnie! Punkt wyjścia może czytelnika zmęczyć, zniesmaczyć i zostawić z mętlikiem w głowie – ale niech mi ktoś powie, że nie było warto! - możemy przeczytać w recenzji na portalu Carpe Noctem.
Dawid Kain
wtorek, 24 kwietnia 2012
środa, 4 kwietnia 2012
Nowy Grabarz/recenzja "Za pięć rewolta"
W sieci jest już nowy numer Grabarza Polskiego, gdzie wśród zwyczajowej porcji ciekawych tekstów znajdziecie też recenzję "Punktu wyjścia".
A na książkowym portalu Literatki możecie przeczytać bardzo ciekawą recenzję mojej wcześniejszej powieści, "Za pięć rewolta":
Monologi Tomka to fascynujący zapis postrzegania świata przez osobę o umyśle przeżartym na wskroś konsumpcjonizmem. Tomek otacza się ludźmi podobnymi do siebie, a jego rozmowom towarzyszy określona frazeologia. Dla Marka żywe drzewo to drzewo „z metką matki natury”, a zamordowana kobieta wykrwawiła się „autentyczną, oryginalną krwią… markową”. Dawid Kain stosuje bardzo ciekawy chwyt: w tych partiach powieści, których narratorem jest Tomek, nie używa wielkich liter. Ta postać stanowi przykład doskonałego produktu – mężczyzna jest młody, zdrowy, piękny, bogaty, zdolny – a świat to dla niego wyłącznie skupisko rzeczy przyjemnych i nieprzyjemnych. Wszystko, co go dotyczy, musi być płaskie, bo na nic nie umie spojrzeć inaczej: takie jest jego „kocham” („znałem te słowa z kilku komedii romantycznych, które julka zapodawała sobie na blureju”), tacy są ludzie, których spotyka („mała zamilkła, co wziąłem za dobrą monetę, że albo umarła, albo straciła przytomność”). (...)
Na ponurą rzeczywistość Za pięć rewolta składają się także subtelne nawiązania do całkiem innego wymiaru. Lektura powieści to wycieczka, podczas której można chwytać fruwające po kartach czarne motyle: natkniemy się na Statek pijany, przywołujący na myśl Rimbauda, na „bryłę ciała” (przypuszczalnie echo jowejka Świetlickiego) czy adornowską „poezję po Oświęcimiu”.
A na książkowym portalu Literatki możecie przeczytać bardzo ciekawą recenzję mojej wcześniejszej powieści, "Za pięć rewolta":
Monologi Tomka to fascynujący zapis postrzegania świata przez osobę o umyśle przeżartym na wskroś konsumpcjonizmem. Tomek otacza się ludźmi podobnymi do siebie, a jego rozmowom towarzyszy określona frazeologia. Dla Marka żywe drzewo to drzewo „z metką matki natury”, a zamordowana kobieta wykrwawiła się „autentyczną, oryginalną krwią… markową”. Dawid Kain stosuje bardzo ciekawy chwyt: w tych partiach powieści, których narratorem jest Tomek, nie używa wielkich liter. Ta postać stanowi przykład doskonałego produktu – mężczyzna jest młody, zdrowy, piękny, bogaty, zdolny – a świat to dla niego wyłącznie skupisko rzeczy przyjemnych i nieprzyjemnych. Wszystko, co go dotyczy, musi być płaskie, bo na nic nie umie spojrzeć inaczej: takie jest jego „kocham” („znałem te słowa z kilku komedii romantycznych, które julka zapodawała sobie na blureju”), tacy są ludzie, których spotyka („mała zamilkła, co wziąłem za dobrą monetę, że albo umarła, albo straciła przytomność”). (...)
Na ponurą rzeczywistość Za pięć rewolta składają się także subtelne nawiązania do całkiem innego wymiaru. Lektura powieści to wycieczka, podczas której można chwytać fruwające po kartach czarne motyle: natkniemy się na Statek pijany, przywołujący na myśl Rimbauda, na „bryłę ciała” (przypuszczalnie echo jowejka Świetlickiego) czy adornowską „poezję po Oświęcimiu”.
sobota, 31 marca 2012
Groza, Groteska, Grabiński... i kolejne próby rozszyfrowania "Punktu wyjścia"
Już w najbliższą niedzielę w krakowskim klubie RE na ul. Mikołajskiej 5 odbędzie się festiwal Groza, Groteska, Grabiński. Start o godzinie 17. Plan atrakcji wygląda następująco:
Po czym dodaje:
- Dyskusja panelowa: Spadkobiercy E.A.Poe – H.P. Lovecraft i S. Grabiński (podobieństwa, różnice – co łączy obu twórców, co wzięli od E.A.Poe)
- Filmy:
- Ultima Thule
- Kochanka Szamoty
- Spotkanie z młodymi pisarzami – dyskusja, a w nią wplecione czytanie fragmentów prozy:
- Kazimierz Kyrcz
- Dawid Kain
- Krzysztof Dąbrowski
- Prezentacja audio-video fragmentów dzieł H.P. Lovecrafta
- Prelekacja: „Terror z przestworzy” (na temat konwencji straszenia i budowania napięcia w tekstach Lovecrafta)
- Premierowe czytanie opowiadania Iana Watsona z antologii „Cienie spoza czasu” w hołdzie H.P. Lovecraftowi
Horror metafizyczny, jak określono gatunkowo książkę Dawida Kaina Punkt wyjścia, to w rzeczywistości horror słowny. Nie spotkamy tam bowiem zwyczajnego morderstwa czy typowej grozy. Oczywiście pojawiają się nadprzyrodzone zjawiska i okaleczenie, ale to język narratorów (bohaterów) jest tu największym przekaźnikiem grozy, bo to właśnie on przenosi na czytelnika „jednostki chorobotwórcze”.
To „słowo” rozpoczyna problem bohaterów. To „słowo” jest objawem wszelkich kłopotów. To „słowo” zaznacza cechy postaci. Wreszcie, to „słowo” jest lekarstwem na zło i wskazuje na tytułowy „punkt wyjścia”.
Z kolei autor literackiego bloga Pisany inaczej słusznie zauważa:
"Punktu wyjścia" nie można czytać pobieżnie i szybko. Mnie zajęło przeczytanie tej książki kilka tygodni. Impulsywnie wyczułem, że w ten sposób mogę sobie pozwolić na pełen i niezafałszowany odbiór tego tekstu. Nie myliłem się. Dawid Kain stworzył opowieść, która ciężko jest umieścić w sztywnych ramach literatury.
Po czym dodaje:
Ta książka autentycznie mnie prowokowała. Momentami miałem ochotę rzucić nią w kąt, aby parę stron dalej delektować się fragmentem, który mnie zagłaskał i uspokoił. Dawno nie czułem takich skrajnych emocji.(...) Generalnie idealna książka dla wszystkich dorosłych, którzy mają ochotę na kawał ciekawej prozy w polskim wydaniu, ale naprawdę na światowym poziomie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


